JAPONIA 2015

Japonia po raz trzeci

Fukuoka

Zastanawialiśmy się długo nad wyborem kierunku pierwszych podróżniczych kroków Ernesta i nie mogło być inaczej, wybór padł na Japonię. Przelot do Japonii z Japan Airlines ze względu na wyjątkowa obsługę i sentyment, powrót Finnair z Kansai ze względu na szybkie połączenie.
Pierwszy odcinek podróży na odcinku z Warszawy do Londynu z British Airways nie był najprzyjemniejszy. Ernest biegał wzdłuż samolotu i szukał wyjścia. Czasu na przesiadkę było niewiele, a część została zmarnowana już na początku na poszukiwanie zaginionego wózka. Z biegającym dzieckiem i dużym bagażem podręcznym musieliśmy jeszcze przejść security, ustalić z British Airways co stało się z wózkiem i odprawić się na kolejne loty z Japan Airlines (nie zdołano tego zrobić w Warszawie). Panie z BA uznały, że z wózkiem zawiniło Okęcie i nic więcej nie zrobią. Widząc sytuację pracownik Japan Airlines nie tylko postarał się by wózek czekał na nas przy gejcie w Tokyo, ale zapewnił nas, że dla Ernesta będzie dodatkowe miejsce, które specjalnie dla niego zablokował. Podróż z Japan Airlines nie mogła być nieprzyjemna. Dużo miejsca na nogi, pomocny personel i wygodne siedzenia (B773 ma takie same jak B787).

Ernest dostał kaszkę i zasnął jeszcze przed podaniem pasażerom posiłku, a obudził się przed samym lądowaniem w Tokyo na lotnisku Haneda. W gejcie rzeczywiście czekał na nas wózek, szybko dotarliśmy do terminala 1 dla lotów lokalnych. W punkcie obsługi pasażerów z dziećmi szybko i wygodnie nadaliśmy wózek i część bagażu, w zamian Ernest dostał praktyczny wózek lotniskowy. Pozostało nam sporo czasu na lotniskowy salonik niemal z widokiem na nasz B767 przygotowywany do lotu:

Boarding rozpoczął się 15minut przed odlotem i pomimo sporej maszyny (B763) 5minut przed odlotem każdy już siedział gotowy na swoim miejscu. Lot do Fukuoki to już tylko 2h, Ernest znowu jest rozpieszczany przez personel. Po lądowaniu ze względu na dziecko jesteśmy prowadzeni trasą na skróty po nasz bagaż, do hotelu docieramy szybko metrem (tylko 2 stacje do okolic dworca Hakata).

Niestety w hotelu okazuje się, że mały ma gorączkę, w nocy pomimo podania leków wzrasta ona do 38,5C. Cały następny dzień walczymy z gorączką, wychodząc na miasto zaledwie na chwilę by zorientować się co gdzie jest w okolicy, która w pobliżu dworca Hakata nie jest zbyt ciekawa:

W międzyczasie kontaktuję się z ubezpieczycielem, by dowiedzieć się co robić, gdy gorączka wzrośnie. Każde z nas miało kilka aktywnych ubezpieczeń, dla dziecka zdecydowaliśmy się skorzystać z ubezpieczenia kart Diners Club. Na początku okazało się, że podany numer kontaktowy jest nieprawidłowy, ale dzięki pomocy rodziny w kraju udało się uzyskać niezbędne informacje. Kolejnej nocy gorączka wzrosła do 39,5C i poprosiłem ubezpieczyciela o zorganizowanie konsultacji lekarskiej. Okazało się, że to infekcja bakteryjna ucha, która już przeniosła się na migdały, dostaliśmy antybiotyk, który na szczęście szybko pomógł. W Japonii pacjent dostaje leki dobrane do swojej masy i tylko w wskazanej przez lekarza ilości. Pakowaniem i porcjowaniem leków zajmuje się apteka (nie ma tam w ogóle sprzedaży komercyjnej).
Równolegle z chorobą nie dopisywała pogoda, było wyjątkowo zimno jak na tę porę roku. Nie było mi więc specjalnie szkoda 3 dni które miały być pierwotnie przeznaczone na zwiedzanie wyspy Kyushu (przy okazji oszczędziliśmy na karnetach). Największą atrakcją były śniadania w hotelu, były naprawdę dobre (zatrzymaliśmy się w Hakata Miyako Hotel). Na koniec udaje nam się jeszcze zrobić w Fukuoce dłuższy spacer. W parku dookoła Sumiyoshi Shrine trafiamy na walki sumo:

Jeszcze tego samego dnia dojeżdżamy do Kitakyushu (17minut Shinkansenem), gdzie mamy kolejny nocleg (z przymusu, bo na noc z soboty na niedzielę nie było już w Fukuoce miejsc w hotelach za rozsądne pieniądze i to kilka tygodni przed przylotem). W Japonii w hotelach checkin zwykle przypada dopiero na 15:00, mamy więc czas na spacer, tym bardziej, że wreszcie wychodzi słońce. Idziemy zobaczyć zamek:

W parku dookoła zamku kwitnie życie, Ernest nabrał już sił na tyle by pobiegać za gołąbkami.

Posted: 30.10.2015 by Robert Sadłowski

Onomichi

Okayama

Czas na zmianę lokalizacji bazy wypadowej. Pakujemy się i jedziemy do Okayamy. Zostawiamy bagaże w recepcji hotelu Kooraku i jedziemy do pobliskiego miasteczka Kurashiki, znanego z zabytkowej starej części miasta poprzecinanej kanałami:


Późnym popołudniem wracamy do hotelu, pokój wygląda fajnie.
Następnego dnia po leniwym poranku dojeżdżamy Shinkansenem do Fukuyamy i dalej lokalnym pociągiem do Onomichi. To portowe miasteczko z ciekawymi widokami i fajną atmosferą labiryntu schodów i wąskich przejść pomiędzy wśród klimatycznej zabudowy i świątyń:

Po zboczach wzgórza ciężko poruszać się z wózkiem. Na szczyt wzgórza można wjechać kolejką linową, poza nią praktycznie nie ma tu komercji:

Z tarasu widokowego na szczycie widać liczne pokryte wzgórzami wysepki wzdłuż których droga ekspresowa Shimanami Kaido prowadzi aż na wyspę Shikoku. Trasa rowerowa wzdłuż tej drogi jest jedną z większych atrakcji okolicy:

Główna położona na dole, portowa część miasteczka też ma swój urok:

Mieliśmy w planie jeszcze wypad do miasteczka Tomonoura w którym kręcono kilka epizodów filmu Wolverin, ale zabrakło nam czasu. W zmian robimy spacer dookoła zamku w Fukuyamie:

Wieczorem odwiedzamy jeszcze Park i Zamek w Okayamie.

Posted: 2.11.2015 by Robert Sadłowski

Hiroshima - Miyajima

Okayama

Wybraliśmy Okayamę na bazę do zwiedzania na 3 najbliższe dni ze względu na to, że zatrzymują się tu wszystkie Shinkanseny. Dzięki temu, że korzystamy z karnetu JR Sanyo Sanin możemy korzystać także z najszybszych Nozomi i Mizuho (nie pozwala na to Japan Rail Pass). Dojazd do Hiroshimy jest więc wyjątkowo szybki, nie musieliśmy nawet dopasowywać się do rozkładu jazdy. Z dworca dojeżdzamy tramwajem do Peace Memorial Park. Ernest dostaje wolną rękę do pobiegania.

Monika idzie do muzeum, ja zostaję z Ernestem. Tramwajem dojeżdżamy do stacji Yokagawa, gdzie przesiadamy się na lokalny pociąg do Miyajima-guchi, gdzie przesiadamy się na prom. Jest bardzo dużo lokalnych turystów, przypomina mi się, że dziś jest święto w Japonii: Culture Day, w internecie czytam, że to najbardziej pogodny dzień w roku i rzeczywiście mamy czyste niebo i piękne słońce. Dopływając do wyspy prom przepływa blisko słynnej bramy Tori przy Itsukushima Shrine. Brama pod którą dawniej wpław przypływali na wyspę pielgrzymi dziś jest jednym z głównych symboli Japonii:

Rzeczywiście od przystani promowej aż do Itsukushima Shrine mijamy tłumy ludzi. Z nabrzeża brama wygląda chyba bardziej okazale:

Uciec przez zgiełkiem można na wzgórze na którym znajduje się Senjokaku Hall i malowanicza pagoda:

Jednak dopiero dalej w głąb wyspy robi się spokojniej. Pozwalamy Ernestowi pobiegać, ten jednak interesuje się głównie w pół oswojonymi jelonkami, nie wiemy czy w 100% bezpieczne:

Droga do świątyni Daisho-in jest malownicza, ta okolica pozwala już odpocząć:

Podczas powrotu w okolicy Itsukushima Shrine trafiamy na publiczną imprezę polegającą na chodzeniu po rozżarzonych węglach. Każdy może spróbować, ale szkoda nam czasu by zobaczyć czy rzeczywiście każdemu się udaje:

Promem, pociągiem lokalnym i Shinkansenem wracamy do Okayamy.

Posted: 3.11.2015 by Robert Sadłowski

Takamatsu

Himeji

Szkoda nam opuszczać hotel Kooraku. Jest najfajniejszy z dotychczas odwiedzonych podczas tej podróży. Pakujemy się i zostawiamy bagaż w recepcji. Po drodze na dworzec robię jeszcze zdjęcie przystanków autobusowych. Podobają mi się, bo nie zajmują przestrzeni chodnika i są zielone:

Lokalnym pociągiem dojeżdżamy do Takamatsu, po drodze na wyspę Shikoku pokonujemy kilka długich mostów, widoki są niezłe, choć z uwagi na konstrukcję mostów ciężko o dobre zdjęcie. Planowaliśmy powrót promami z przystankiem na którejś z okolicznych wysp, ale po analizie rozkładów jazdy promów rezygnujemy z tego pomysłu. Robimy spacer po porcie Takamatsu:

I lokalnym pociągiem JR dojeżdżamy 2 stacje do parku krajobrazowego Ritsurin Koen. Po intensywnym wczorajszym dniu chcemy tu odpocząć, pozwalamy też się wybiegać małemu:


Wracamy do Okayamy tę samą trasą, szybko biegnę po bagaże do hotelu i najbliższym Shinkansenem dojeżdżamy do Himeji, gdzie mamy nocleg na 2 najbliższe dni. Zaczyna zachodzić słońce:

Zatrzymujemy się w hotelu LiveMAX, dostajemy pokój z fajnym widokiem na stacje kolejowe, co wyraźnie podoba się dziecku:

Jest to jednak najmniejszy pokój w jakim w ogóle tu spaliśmy, no i pierwszy raz musimy sobie poradzić bez hotelowego śniadania. W zamian jest po prostu tanio.

Posted: 4.11.2015 by Robert Sadłowski

Osaka Castle

Himeji

Himeji znane jest z zamku i po za nim specjalnie nic ciekawego tu nie ma. Zamek dominuje nad miastem i jest doskonale widoczny z stacji kolejowej. W zasadzie główne ulica miasta łączy widokowo i funkcjonalnie dworzec z zamkiem:

Z perspektywy czasu trochę żałuję, że nie zarezerwowałem tych 2 dni w poprzednim hotelu Kooraku w Okayamie, pomimo, że tam było drożej. Dla nas byłoby wygodniej, choć widzimy, że dziecko wyraźnie cieszy się z poznawania kolejnych pokoi w nowych hotelach. W Himeji nie zatrzymują się już wszystkie Shinkanseny, trzeba więc pilnować rozkładów. Uznaliśmy, że jedziemy do Osaki. Zwiedzanie zaczynamy od zamku:



Ogrody dookoła zamku są spore, pogoda jest upalna, a słońce ostre. Spacer i gonienie małego zajęło nam sporo czasu, nie mamy już siły by jeszcze coś oglądać. Wracamy do hotelu. Monika czuje się coraz gorzej, wygląda na to, że zaraziła się od Ernesta. Wieczorem ma gorączkę 39,5C.

Posted: 4.11.2015 by Robert Sadłowski

remm Shin-Osaka

Osaka

Pakujemy się, robimy zakupy w pobliskich sklepach i Shinkansenem docieramy na stację Shin-Osaka. Tu praktycznie na stacji mamy kolejny dom na 2 najbliższe dni, widać go nawet ponad peronami:

Niestety tak wypadło, że weekendowe noclegi pasowały tylko w Osace lub Kyoto. Za rezerwacje zabrałem się ponad miesiąc przed wylotem, a i tak wybór był już marny. Ten hotel był powyżej naszych standardów cenowych, ale nie było wyjścia. W zamian był przynajmniej ciekawy architektonicznie. Zostawiamy bagaże i zastanawiamy się co zwiedzać. Według prognoz to ma być ostatni dzień czystego nieba i pięknego słońca. Uznałem, że najlepiej wykorzystać jeszcze karnet JR i pojechać do Kyoto do Arashijamy, gdzie jest po prostu ładnie. Przeraża nas ilość turystów, szczególnie w lesie bambusowym Sagano. Szybko uciekamy do świątynii Tenryū-ji, gdzie jest już spokojniej. Widać kolory jesieni:


Wracamy do Osaki, Monika znowu ma wysoką gorączkę. Kontaktujemy się z ubezpieczycielem i umawiamy konsultację lekarską na kolejny dzień.
Pokój hotelowy jest fajny, choć niewielki. Spora jest za to łazienka i do tego ciekawie usytuowana, bo to łazienka ma okna i to z ciekawym widokiem na miasto:

A pokój doświetlony jest poprzez przeszkloną ściankę łazienki. Nietypowo, ale wygląda fajnie.
Wieczorem udaje się jeszcze do centrum Osaki, gdzie zaczyna już się rozwijać życie nocne:


Następnego dnia rano jedziemy do lekarza. Ubezpieczyciel umówił nas w okolicy Universal Studios. Podczas wizyty zwiedzam z Ernestem okolicę. Jest sobota, do parku rozrywki przyjeżdżają pełne pociągi całych rodzin. Wiele osób jest w przebraniach. Najbardziej podobał mi się tata przebrany za terminatora. Monika dostaje silny antybiotyk i masę innych leków. By nie tracić dnia, a przy okazji odpocząć udajemy się do pobliskiego akwarium. Dajemy Ernestowi pobiegać, a ten po zobaczeniu pierwszych ryb za szkłem dostaje niemal szału radości. Nie możemy za nim nadążyć.

W związku z kolejną chorobą przełożyliśmy planowany na dziś wypad do Koyasan, na jutro. Popołudniem pojechaliśmy na stację Namba by zarezerwować miejscówki na ekspres Koyasan, ale już na miejscu uznaliśmy, że to jednak obecnie ponad nasze siły, szczególnie, że prognozy pogody na jutro są jednoznaczne, ma padać i to dużo.

Posted: 7.11.2015 by Robert Sadłowski

Kyoto

Kyoto

I rzeczywiście, od rana pada deszcz. Długo jemy hotelowe śniadanie i odpoczywamy. Nie mamy pomysłu co robić, spacerujemy więc po stacji Shin-Osaka. Czekamy do ostatniej chwili z wymeldowaniem i jedziemy do Kyoto, gdzie spędzamy jeszcze sporo czasu w dworcowym centrum handlowym. Nie lubię dworca w Kyoto, jest chyba najbardziej nieprzyjaznym z wszystkim japońskich które znam.
W Kyoto zamiast hotelu mamy zarezerwowany 2 pokojowy apartamencik w okolicy dworca, klucz ma być w skrytce do której dostaliśmy kod. Tak wyszło najtaniej i na szczęście wszystko działa. Miejsca jest sporo, ale standard nieco niski. Wieczorem uzupełniamy zapasy jedzenia.

Następnego dnia pada mniej. Dojeżdżamy metrem do stacji Higashiyama i powoli idziemy na południe. W Parku Maruyama pozwalamy małemu pobiegać. Pomimo chmur jest ciepło i widać tu także kolory jesieni:

Jest mokro po wczorajszym deszczu, ale dzięki temu może bardziej klimatycznie:


Docieramy do świątynii Kiyomizu-dera, gdzie spędzamy więcej czasu.
Wracam autobusem w okolice dworca.

Posted: 9.11.2015 by Robert Sadłowski

Powrót

Helsinki Airport

Pomimo, że odlot z lotniska Kansai mamy dopiero o 11:45 wcześnie wyjeżdżamy z Kyoto ekspresem Haruka na lotnisko. Odprawy na nasz lot jeszcze nie ma, ale dzięki kartom Diners Club udajemy się do salonika Korean Airlines. Generalnie jakość saloników dostępnych dla kart typu Diners i Priority Pass jest w Japonii słaba, zwykle saloniki te oferują jedynie napoje, a bez kart wstęp do nich kosztuje zaledwie 1000 jenów, ale akurat salonik KAL oferuje jakieś jedzenie, które wystarcza nam na śniadanie. Na około 2h przed lotem idziemy do stanowisk check-in oddać bagaż. Dowiadujemy się, że Finnair nie pozwala odebrać wózka prze gejcie podczas przesiadki w Helsinkach, gdyż lotnisko oferuje swoje wózki oraz okazuje się, że linia zablokowała wolne miejsce pomiędzy nami dla Ernesta (no chyba, że w ostatniej chwili pojawią się dodatkowi pasażerowie).

Boarding rozpoczyna się bardzo wcześnie. Lot upływa nam przyjemnie w dużej mierze dzięki bardzo sympatycznemu personelowi, bardzo nam pomagają, a dzięki pomyślnym wiatrom dolatujemy na miejsce około 40minut przed czasem. Prawie przez cały lot przez okna widzimy zachodzące słońce. W okolicach Nowej Ziemii robię przez okno zdjęcie:

Po dolocie do Helsinek okazuje się, że lotniskowych wózków dla dzieci przy gejtach nie ma. Mamy spory problem by poradzić sobie z dzieckiem przy security. Pytamy personel o wózki, nikt nic nie wie. Udajemy się do stanowisk transferowych Finnair, gdzie poinformowano nas, że ludzie zostawiają wózki w różnych miejscach i mamy się przejść po lotnisku i poszukać. Żenująca praktyka i dlatego stanowczo odradzamy loty z małym dzieckiem przez Helsinki. Później już po przejściu imigration znajdujemy kilka wózków, ich jakość pozostawia wiele do życzenia, raczej nadają się tylko dla starszych dzieci i nie nadają się do spania. Udajemy się do Finnair Business Lounge dzięki karcie Diners Club i kolejne rozczarowanie. Salonik schengen jest bardzo zatłoczony i brudny. Zmęczeni bardziej przesiadką niż lotem dolatujemy do Berlina.

Posted: 10.11.2015 by Robert Sadłowski